wtorek, 15 maja 2012
Się zabić w drodze, żeby się zabić

Nad A4 w Katowicach, na wysokości parku Kościuszki jest taka fajna kładka. Tzn. chyba nie ma w niej nic fajnego, ale jest kładka, jest piesza tylko i przez to taka drobna, że czuje się bliskość samochodów pędzących kawałek niżej sześcioma pasami, po trzy w każdą stronę.

Szczególnie gdy patrzeć w kierunku Krakowa to samochody wydają się bardzo blisko, bo jezdnia w tym kierunku wznosi się, więc samochody jadące stamtąd, gdy są jeszcze w pewnej odległości, są prawie na tej samej wysokości co oglądający. To chyba idealne miejsce żeby skoczyć bo jak się patrzy na te samochody to samo tak wciąga.

I tak sobie pomyślałem, że jak kiedyś będę szedł na tę kładkę już z mocnym postanowieniem skoku to śmiesznie by było gdyby po drodze potrącił mnie samochód i zrujnował, a może tylko zmodyfikował mój plan. A dalej pomyślałem, że ciekawe na ile taka ironia losu jest możliwa i się okazało że nie bardzo.

Rocznie w Polsce są ok. 4000 ofiar wypadów samochodowych, ale tylko 30% czyli 1280 to piesi. Ludność Polski to 38mln, ale załóżmy, że 20mln regularnie (codziennie) gdzieś chodzi. To daje 730 mln ‘wyjść’ rocznie. Czyli szansa, że trafi nas śmiertelnie samochód, gdy idziemy gdzieś pieszo to jakieś 1,75*10^-7 – niewiele.

No ale czy którykolwiek z potencjalnych samobójców spotkał się kiedyś z samochodem i został tylko potencjalnym? Rocznie w Polsce popełniane jest ok. 4000 samobójstw, ale tylko 500 z nich to rzucenia z wysokości czy pod pojazd, reszta to raczej „domówki” – przedawkowanie leków, otrucie gazem, podcięcie żył itp. Więc tylko te 500 osób ma szansę wpaść po drodze pod samochód. Szansa, że któryś z nich faktycznie go spotkał wynosi więc 1,75*10^-7 * 500 = 8,76*10^-5 – dalej niewiele.

Prawdopodobieństwo nieco rośnie, jeśli wziąć pod uwagę nie tylko ostatni rok, ale kiedykolwiek. Przy czym kiedykolwiek ograniczy się do ostatnich 100 lat bo wcześniej raczej nie było samochodów. Wtedy szansa wynosi 0,0087, czyli raczej nie było takiego przypadku.

Lecz jeśli nie ograniczać się do Polski i jej 38 mln mieszkańców oraz 4000 samobójców, a spojrzeć na cały świat to mieszkańców mamy prawie 7 mld. 100 lat temu było ich 2 mld, wiec przyjmując połowę – 4,5 mld ludzi i zakładając upraszczająco, że proporcja samobójców na całym świecie byłaby taka sama mamy 118 razy więcej potencjalnych kandydatów. A to daje prawdopodobieństwo równe 0,0087*118=1,3.

Oczywiście populacja Ziemi nie przyrasta liniowo, liczba samochodów w Polsce jest większa niż średnio na świecie, a przede wszystkim liczba samochodów w czasie gwałtownie rośnie, więc faktyczne prawdopodobieństwo będzie niższe może 0,8?

Tak czy siak jest spora szansa, że jednak przynajmniej jeden człowieczek, gdzieś na świecie, wczoraj albo 30 lat temu, poczuł tak duży smutek, że stwierdził, że już nie będzie się nim męczył. Ruszył więc w kierunku mostu, kładki, urwiska, żeby ze sobą skończyć, ale nie doszedł, bo jebnął go jakiś błyszczący renault Clio, albo odrapany pick-up, albo tata wioząca 8 osobową bangladeską rodzinę, albo komunistyczny duży fiat, a może nawet ford T w każdym kolorze byle był to czarny.

wtorek, 11 października 2011
black widows

Tak się zastanawiam, po co wdowy smoleńskie na karkach swoich zmarłych mężów pchają się do sejmu / senatu? Wszystkie w zasadzie uczciwie przyznawały, że ich celem jest wyjaśnianie przyczyn katastrofy, a przecież one są już od jakiegoś czasu znane! tzn wiadomo, że to nie katastrofa!

No więc co tu jeszcze  wyjaśniać?

Ale może obecność w sejmie pozwoli pchnąć sprawę dalej, przyjąć 10 dowodów ustawowo, nauczać ich w szkołach zaraz obok 10 przykazań.

Można by szkołom nadawać jako patrona poszczególne dowody, szkoła im. 'lewego skrzydła' albo im. 'brzozy'. Ewentualnie takie romantyczniejsze im. 'tajemniczych strzałów', 'dobijania rannych', 'zdrady o świcie'. Jednak coroczne obchody byłyby najśmieszniejsze w szkole im. 'pułapki helowej', bądź wyższej szkole medycznej im. 'niekompletnych zwłok'. w tej ostatniej w ramach obchodów wypadałoby organizować misterium - kompletowanie.

niedziela, 11 września 2011
upside down



piątek, 02 września 2011
dobrze, bardzo dobrze!

podręcznik komentatora sympatyzującego z polską reprezentacja piłkarską:

sytuacja 1: nasz napastnik biegnie przy linii końcowej przeciwnika, kopie w obrońce i piłka opuszcza boisko

komentujemy: "bardzo dobrze, wasilewski wywalczył rzut rożny"

sytuacja 2: ich napastnik biegnie przy naszej linii końcowej, kopie w obrońce i piłka opuszcza boisko

komentujemy: "bardzo dobrze udało się zablokować napastnika"

to z właśnie zakończonego meczu z Meksykiem. Na następny, z Niemcami proponuję:

na wypadek utraty bramki - "bardzo dobrze, bramkarzowi udało się uniknąć uderzenia piłką"

po rajdzie napastnika przez pół boiska podczas którego minął 4 obrońców i strzelił nam bramkę - "ha ha, ale się nabiegał, nasi obrońcy nie stracili głowy, a ten teraz stoi i sapie, ha ha"

po szóstej straconej bramce - "no to teraz już chyba mamy z górki"

niedziela, 01 maja 2011
karuzela

Idzie człowiek przez blokowisko, mija mały plac zabaw i rodzi się pewna wątpliwość. Dzieci bawią się na czymś na kształt karuzeli, takie obręcze połączone linkami. Jak karuzela jest nieruchoma to dziecko wiszące na niej wisi pionowo w dół. Kiedy ta się kręci to dzieci nieco odchylają się od pionu. Pytanie czy ktoś większy wisząc też by się odchylił a jeśli tak to jak mocno musiałaby się krecić karuzela, żeby odchylić się aż do poziomu?

 

Na ciało wiszące nieruchomo działa grawitacja - Fg, kiedy karuzela zaczyna się kręcić na ciało zaczyna działać siła odśrodkowa Fd. Ciało odchyla się zgodnie z Fw - wypadkową tych dwóch sił.

 

Fg=m*g

 

Gdzie:

m-masa

g-przyspieszenie ziemskie




Fd= (m*v^2)/r

 

Gdzie:

m-masa

v-predkosc liniowa w ruchu po okręgu

r-promien karuzeli

v^2/r to przyspieszenie w ruchu po okregu



Jak widać, oba wzory maja postać iloczynu masy i przyspieszenia, wiec wypadkowa sił będzie taka sama niezależnie od masy – czyli i dziecko i 100kg facet wychyli się dokladnie tak samo, jeżeli będą wisieć na tej samej karuzeli.

 

A jak szybko musi się krecic karuzela żeby wychylić się aż do poziomu? Nie da się tak, bo zawsze grawitacja będzie działać i ciągnąć w dół. No ale żeby wychylic się tak widocznie już to:

Przyspieszenie ziemskie to mniej więcej 10 m⁄s^2. Przyspieszenie odśrodkowe będzie działać dokladnie prostopadle do grawitacyjnego, czyli jeśli będzie równe grawitacyjnemu w wartości to ciało wychyli się o 45 stopni od pionu.

Żeby przyspieszenie odśrodkowe sięgnęło 10 m⁄s^2  to np. karuzela o promieniu jednego metra musi wykonywać jeden obrót w 2 sekundy. Wtedy prędkość:



v= (2*π*r)/t=(2*3,14*1)/2=3,14

 

A przyspieszenie ze wzoru powyżej:

 

Ad=v^2/r=9,87/1=9,87

 

No i wtedy po dodaniu obu wektorów, ten wypadkowy będzie widocznie wychylony - ciało wychyli się o 45 stopni w stosunku do pionu.  Gdyby kręcić karuzeją dwa razy szybciej – jeden obrót na sekundę, to wychylenie będzie już o ponad 75 stopni

No ale to już tylko w teorii. W końcu w trójkącie prostąkątnym o przyprostokątnych 10 i 10 przeciwprostokątna wynosi (10^2 + 10^2)^0,5=14,14. Zatem przy wychyleniu o 45 stopni wisząca osoba o wadze 70kg musi utrzymać 99kg, a przy wychyleniu o 75 stopni (przyprostokątne 10 i 40, przeciwprostokątna (10^2 + 40^2)^0,5=41,2) 289kg.

Dlatego też w następnym odcinku: jak daleko poleci osoba która po wyliczeniu długości przyprostokątnej stwierdza, że już nie daje rady trzymać się dłużej.

sobota, 16 kwietnia 2011
jezus usuwa grzech świata

w jaki sposób?

dlaczego to jest konieczne?

jaki moge odnieść z tego pożytek?

Jeszce nie wiem, ale odpowiedź na te pytania moge otrzymać na spotkaniu 17 kwietnia;>

Przed chwilą dostałem trzecie zaproszenie od trzeciej pary kobiet jehowek. Chyba już mogę oświadczyć że statystyczna jehowa to kobieta + 40 i naturalnie występują w parach - coś jak cząsteczki tlenu.

Przyjąłem taktykę niepolemizowania z nimi. Otwieram drzwi, biorę zaproszenie uśmiechając się i mówiąc "dziękuję, na pewno przyjdę". Odrazu wycofują się nieco zaskoczone.

Może nabijam im jakieś statystyki nawróconych? Nawet kilkukrotnie nawróconych. Jestem juz na jakimś wyższym poziomie wtajemniczenia chyba. Może następnym razem otworzę drzwi i powiem "nie, nie, to ja zapraszam" wręczając im jedną z trzech ulotek które już mam.

 

niedziela, 06 lutego 2011
Konkurencyjność

Lubię czytać na muszli, w ustępie (kiblu znaczy się).

Dzisiaj przeglądałem Strategię Rozwoju Województwa Śląskiego "Śląskie 2020".

no i sie dowiedziałem, że jednym z czynników konkurencyjności naszego województwa (s.17) jest WYPOSAŻENIE MIESZKAŃ W USTĘP SPŁUKIWANY (mój jest spłukiwany).

85% mieszkań u nas je ma, przy 64% średnio w kraju. Inne regiony nie mają z nami szans...

.. z tą myślą spłukałem i wyszedłem.

 

poniedziałek, 31 stycznia 2011
pomóż zwierzętom

ja co roku przekazuje 1% podatku na schronisko dla psów/kotów, ale inicjatywa tej pani też mi się podoba

piesek

 

 

poniedziałek, 24 stycznia 2011
Stała niestałość stałej

No więc największy umysł świata – Einstein – wymyślił sobie stałą kosmologiczną, bo był za mały, żeby pojąć rozszerzanie się wszechświata. Potem okazało się, że równania jego teorii jednak można rozwiązać bez stałej i nadal mieć statyczny wszechświat na papierze. Czyli stałą kosmologiczną można było porzucić. Einstein przyznał się że palnął gafę.

Nadawała się do porzucenia tym bardziej, że nagle Hubble odkrył przesunięcie ku czerwieni i wszechświat okazał się rozszerzać. Więc won ze stałą kosmologiczną – stała się niepotrzebna.

Tyle, że okazało się, że wszechświat rozszerza się 2 mld lat, a gwiazdy w nim 10 bln lat. Sprzeczność! Co zrobić? Wprowadzić stałą kosmologiczną! Dzięki niej wszechświat czasem rozszerza się wolniej a czasem szybciej. Wstawiamy taką cyferkę z jednej strony równania, żeby druga strona nam się podobała. I mamy spójną koncepcję do przedstawiania na konferencjach.

Ale potem zorientowano się, że źle mierzymy tempo rozszerzania wszechświata i tym samym jego wiek (jest 10 razy starszy) oraz kompletnie nie rozumiemy ewolucji gwiazd i ich wieku (są 1000 młodsze). Coż… niezręcznie to mówić ale stała kosmologiczna stała się niepotrzebna po raz drugi.

Tym bardziej, że za chwile okazała się potrzebna. No bo uparte kwazary, które są dalej, nie chciały oddalać się szybciej niż te które są bliżej, a przecież tak musiało być. Na ratunek przyszła stała kosmologiczna i kilka pokrętnych założeń.

Nikogo już chyba nie zaskoczy, że panowie się pomylili. Po prostu kwazary które miały być dalej i przez to pozornie świecić słabiej, świeciły słabiej tak na prawdę a nie pozornie i wcale nie były dalej. Stała kosmologiczna dostała kosza po raz trzeci.

Ale tak, tak, zdołała wrócić do łask ponownie….

I to wszystko na przestrzeni mniej niż 100 lat dzięki masie błędów popełnianych przez najtęższe umysły świata i z uśmiechem przyjmowanych i obudowywanych różnymi teoriami, co ułatwia autorytet błędy popełniających.

Taki Gamow np. przedstawił scenariusz „gorącego” początku wszechświata w opozycji do „zimnego”. No i wychodzi na to że miał rację, ale jej nie miał, bo szukał wyjaśnienia czegoś co nie miało miejsca, tzn. jak wszystkie pierwiastki powstały w tym początkowym okresie. Tyle, że one wcale wtedy nie powstały a Gamowowi się tak wydawało, bo w krótko istniejącym wszechświecie nie było czasu na ich produkcję potem. A że wszechświat okazał się istnieć dłużej i pierwiastki mogły powstać w gwiazdach to już pretensje do Hubble’a, ale nie wszystkie, bo przecież i tak nie wiadomo było jak gwiazdy działają.

A, że teoria względności znalazła potwierdzenie dzięki błędnym pomiarom niby zagięcia promieni światła i gdyby pomierzyli dobrze to nie znaleźliby potwierdzenia teorii, czyli obalili ją, mimo, że chyba jednak jest dobra, to chyba też wszyscy słyszeli.

 

Kiedyś fanatyczka religijna do której miałem słabość pytała mnie dlaczego nie chce wierzyć w prawdy objawione kościoła twierdząc, że nie da się ich weryfikować, a równocześnie wierze fizykom, bo przecież też sam nie sprawdzam, że kręcimy się wokół Słońca, czy że te punkciki na nocnym niebie to duże gwiazdy tylko daleko.

Odpowiadałem coś w stylu, że fizyków jest dużo, są niezależni i sami się weryfikują, poza tym nie mają żadnego interesu w tym żeby mnie okłamywać, no i że jak się uprę to coś sam zweryfikować mogę.

Teraz nabieram przekonania, że wszystko w co ‘wierzę’ od neutrin do gromad galaktyk może się okazać błędnym założeniem, a to u góry to jednak granatowa plandeka z dziurami, w którą wpadniemy kiedyś wypasioną sondą w drodze na nową Ziemię, a mikrofalowe promieniowanie tła pochodzi jednak z mikrofalówki. Wtedy uratować będzie nas mogła tylko stała kosmologiczna.

(a wątpliwości nabyłem za 12zł na dworcu w katowicach w postaci 'czarne dziury i wszechświat' igora nowikowa, używana, w dobrym stanie)

poniedziałek, 03 stycznia 2011
dedukcja

jakbym miał zgadywać na którym balkonie latem hodowane są kurki to z niewyjaśnionych powodów postawiłbym na prawy górny

mikolaj

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6